"Marsz na Rzym" miał być zlotem do stolicy Królestwa Włoch milicyjnych formacji faszystów tzw. "czarnych koszul". Ta demonstracja siły miała być odpowiedzią na narastający w kraju kryzys i widmo strajku generalnego pod wodzą komunitów. Faszyści domagali się rezygnacji słabego rządu Luigiego Facty i chcieli sami dorwać się do władzy. W przededniu marszu odbyło się w Neapolu zgromadzenie sił faszystowskich, na którym Mussolini, przemawiając do dziesiątek tysięcy swych zwolenników, mówił otwarcie, że albo dostanie władzę, albo sam ją sobie weźmie, „chwytając za gardło nędzną klasę panujących polityków”. Król Włoch Wiktor Emannuel III i jego otocznie traktowali te buńczuczne zapowiedzi na serio i obawiali się wybuchu wojny domowej.
"Marsz na Rzym" ruszył 27 października. Sam Mussolini nie brał w nim udziału - czekał w Mediolanie na rozwój wydarzeń. Wobec nadciągających kohort "czarnych koszul" rząd przygotował dekret o wprowadzeniu stanu wojennego, ale nie został on wcale wprowadzony w życie. Król poprostu odmówił jego podpisania, a 29 października zaprosił Mussoliniego do Rzymu. Następnego dnia powierzył mu formalnie misję tworzenia rządu, w tym samym czasie faszystowskie bojówki tryumfalnie wkraczały do zdobytej bez walki stolicy. Nazajutrz 31 października odbyła się parada faszystów i ich sojuszników, w której 50 tysięcy zwolenników Mussoliniego przemaszerowało spod Ołtarza Ojczyzny do siedziby króla w Pałacu na Kwirynale. Przejęcie władzy przez faszytów dokonało się więc nie tylko w czarnych koszulach ale i w białych rękawiczkach, czyli w zgodzie z konstytucją. Gabinetowym politykom wydawało się, że jest to tylko kolejne przedstawienie w włoskim teatrze polityki, ale faszyści potrafili zrobić użytek z raz zdobytej władzy. Już po kilkanastu miesiącach uzyskają w demokratycznych wyborach ¾ miejsc w parlamencie. Premier Mussolini obiecał narodowi wszystko czego ten potrzebował: polityczną stabilizację, prawo i porządek, dobrobyt, reformy socjalne oraz … odtworzenie Imperium Rzymskiego. Duce rozbudował armię, organizował roboty publiczne, walczył z mafią i z nędzą. Odnosząc sukcesy, zyskał ogromne poparcie społeczne, mimo kontrowersyjnej polityki zagranicznej.
A przecież jeszcze trzy lata przed "marszem na Rzym" ugrupowanie faszystowskie nie miało nawet tysiąca członków. W rok później faszystów było już 20 tys., a po kolejnym roku ich liczebność przekroczyła 200 tys. Spektakularny rozwój tego ruchu był wynikiem sytuacji, jaka powstała w kraju po I wojnie światowej. Włochy szybko radykalizowały się, bo co prawda wygrały wojnę, ale niewiele na niej nie zyskały, tracąc przy tym ponad 2 mln swoich synów (zabitych, rannych i zaginionych). Co więcej "zwycięski" pokój przyniósł Italii kryzys ekonomiczny, niepewność przyszłości i potężne rozczarowanie. W takiej atmosferze rośli w siłę radykałowie, dążący do obalenia niesprawiedliwego systemu społecznego. Jedynym remedium na postępy lewicy wydawał się wielu Włochom faszyzm, którego morderczego oblicza jeszcze wtedy nie potrafiono sobie wyobrazić.
Chociaż sam "marsz na Rzym" nie przybrał masowych rozmiarów, bo uczestniczyło w nim raptem kilkadziesiąt tysięcy osób, to jednak przyniósł fundamentalne zmiany we Włoszech i całej Europie. W długiej perspektywie doprowadził do przekształcenia Włoch w państwo totalitarne, z systemem monopartyjnym, bez wolności prasy i z terrorem wobec przeciwników politycznych. To w jesieni 1922 roku Duce zaczął stopniowe wprowadzanie swojej megalomańskiej dyktatury, która trwać będzie we Włoszech dwie dekady i doprowadzi kraj do katastrofy poprzez włączenie go w kolejną wojnę światową po stronie hitlerowskiego Imperium Zła.
(Na zdjęciu: Benito Mussolini dokonuje przeglądu oddziałów czarnych koszul w Neapolu, przed marszem na Rzym 10.10.1922 r. Fotografia ze zbiorów Narodowego Archiwum Cyfrowego.)